• Pani Kasia

    Trener: Joanna Juszczyńska - 16.10.2017r.

    Pewnie każdy zna ten moment, kiedy trzeba ustalić priorytety i na niektóre rzeczy brakuje czasu, ochoty i motywacji. Wieczny dead line. Jedzenie? Nie ma czasu. Odpoczynek, czas dla siebie? Może za tydzień. Napięty grafik: wstawanie na ostatnią chwilę, wybieganie z domu bez śniadania, w sklepie na szybko energetyk, kilka papierosów, potem powrót, praca przy komputerze, nie ma czasu na obiad, jakoś w międzyczasie przegryzione słodycze albo gotowe posiłki z marketu, kolejny energetyk (albo mocna kawa), północ, dalej przy kompie, nie ma czasu na kolację, ale spoko, obok leży paczka żelków. Napakowany cukrem organizm nie wycisza się przed snem, więc dzień kończy się około 3 w nocy. Rano wstawanie na ostatnią chwilę… tak koło się zamyka i samo napędza. Raz na jakiś czas refleksja i szukanie cudu. Jedzenie zupy z kapusty przez tydzień, spalacze tłuszczu (popijane energetykiem), inne cud-sposoby na „zdrowie i lepsze samopoczucie” w kilka dni. Bo przecież da się to zrobić w kilka dni, a ty jesteś najmądrzejsza i uparta. Nie da się tego długo wytrzymać, dead line’y gonią, więc powrót do standardu. Rano papieros i baton. Po jakimś czasie okazuje się, że ciało puchnie, kondycja spadła do zera, cera stała się ziemista, worów pod oczami nie da się już ukryć żadnym korektorem, nerwy karmione cukrem osiągają zenit. I to rozżalenie: przecież trzy lata temu trenowałam w sportowej sekcji karate, uprawiam sport, bo co weekend jeżdżę konno, wcale nie jem aż tak dużo (pierwszy posiłek o 16 to dużo?).

    Na szczęście w chwili przebłysku zdrowego rozsądku (nie chcąc już kolejny raz jeść paskudnej kapusty) odezwałam się do Asi. I pierwsze zdziwienie – wcale nie muszę w tej sekundzie wyrzucić zawartości całej lodówki, robić 6 posiłków co chwilę, spędzać trzech godzin pod rząd na siłowni. Asia wysłuchała moich żali, nie oceniła mnie, nie potępiła za całą czekoladę w środku nocy. Z uśmiechem odpowiadała na moje pytania i rozwiewała wątpliwości. Razem ustaliłyśmy plan działania, powoli ogarniając kwestię jedzenia. Żeby to były posiłki, a nie pseudo-jedzenie, żeby mi było wygodnie i – co najważniejsze, żeby smakowało. Oczywiście, przez pierwsze kilka dni rzucałam patelnią smażąc rano omleta i klnąc na siebie, po co sobie dołożyłam pracy. Energetyk rano był wygodny. Drugie zdziwienie – przygotowanie zdrowego i rozsądnego jedzenia wcale nie zajmuje kilkunastu godzin dziennie, produkty nie są wyszukane czy drogie (w porównaniu do gotowców, zamawianej pizzy i słodyczy na cepeenie), wszystko da się wpisać w grafik, ogarnąć. Tutaj też ogromna i nieoceniona rola Asi, która sama dzwoniła, żeby zapytać, jak zakupy, czy pasują mi przepisy, wysłuchać moich żali, że ja nie będę miała na to wszystko czasu i siły. Pierwsze efekty przyszły dość szybko – nie czułam się już spuchnięta i nakręcona cukrem, nie miałam napadów wilczego głodu w wolnych chwilach, wory pod oczami zaczęły znikać, poprawiła się kondycja skóry, włosów.

    Kiedy udało się mnie już przekonać, że jedzenie to nie jest mój wróg, fanaberia ani zabieracz czasu, sama zaczęłam dopytywać o treningi. Żeby mieć jakąś odskocznię od pracy i stresu. Początkowy hurraoptymizm zastąpiło zniechęcenie i nerwy po pierwszym treningu – w moim przypadku początki są zawsze najgorsze. Tu znów cierpliwość i wyrozumiałość Asi. Ze spokojem odpowiedziała na moją litanię żalu, puściła mimo uszu rezygnację ze wszystkiego, zmieniłyśmy treningi, przekonywała, że to nie kara, trening ma sprawiać mi frajdę. Kolejne zdziwienie – nie muszę biegać w kółko przez półtorej godziny. Wystarczy chwila. Mordercza, ale chwila. Asia wytłumaczyła mi, jak mam ćwiczyć poprawnie, żeby nie zrobić sobie krzywdy, co okazało się jedną z najważniejszych kwestii. Przez lata „samodzielności” w kwestii treningów wyrobiłam sobie mnóstwo szkodliwych przyzwyczajeń, które obciążały moje stawy i plecy. Treningi z Asią nauczyły mnie prawidłowej postawy, intensywności ćwiczeń. I podejścia do nich z rozumem, a czasem zrezygnowania z jednego, kiedy coś boli albo mam gorszy dzień, co – ku mojemu kolejnemu zdziwieniu – jest całkiem potrzebne i normalne.

    Właśnie mija siódmy miesiąc naszej współpracy. W obliczu różnych głupich samodzielnych prób od 17 roku życia dla mnie to bardzo krótki czas. Ale w te siedem miesięcy udało mi się opanować ciężką sztukę dbania o siebie, wyrozumiałości do własnych ograniczeń oraz osiągnąć kilka celów, o których myślałam, że są dalekosiężne. Kondycja poszła w górę jak nigdy, mogę trenować i biegać (nawet 10 km), znów zarysowały mi się mięśnie, nie jestem chronicznie zmęczona, potrafię zapanować nad głodem i tym, co trafia na mój talerz. No i nie muszę nakładać tony makijażu, żeby ukryć opuchnięcia i wory pod oczami. Stres i nerwy zostały, ale kiedy nie karmię ich cukrem, mogę się wyspać i ze spokojem układać plan tygodnia.

    Opieka trenerska, jaką otoczyła mnie Asia była najlepszym pomysłem, żeby poukładać swoje życie. Podkreślę – opieka. Bo tutaj nie chodziło tylko o przesłanie listy posiłków i poruszanie się. Asia aktywnie wspierała mnie we wszystkim, pocieszała, kiedy coś szło nie po mojej myśli, nie pozwoliła mi zrezygnować po chwili, motywowała, chwaliła efekty, zawsze serdeczna, chociaż ja jestem marudą. Już się pogodziłam, że nie wszystko da się zrobić samemu, Internet i treningi z YouTube to nie jest rzetelne źródło wiedzy, a pomoc i wsparcie specjalisty (bo Asia jest specjalistą w 100%) to nie modna zachcianka, a konieczność. Jeżeli czegoś żałuję, to na pewno faktu, że nie zrobiłam tego wcześniej, ale mam też świadomość, że dzięki Asi nie odłożyłam tego na później.

  • Pani Dorota

    Trener: Aleksandra Stróżyk-Pułka - 26.09.2017r.

    Na treningi kręgosłupa trafiłam blisko miesiąc temu. Był to mój świadomy wybór i nie pierwsze spotkanie z Manufakturą Fitnessu. Kilka lat temu byłam stałą bywalczynią treningów mentalnych. Przyszłam natomiast z problemem przykurczu mięśnia gruszkowatego, często towarzyszącego kobietom w ciąży oraz osobom prowadzącym siedzący tryb życia. Ja zawieram się w tej drugiej grupie – taką mam pracę.

    Zaczęło się od tego, że w części lędźwiowej kręgosłupa wypadł mi dysk. Nastawiłam go, bo kłujący ból zniknął, ale został ból pojawiający się wyłącznie w nocy podczas obrotu z boku na bok. Był to rozlany ból w prawej części pośladka na 1/4 wysokości od pasa. Na zajęcia uczęszczam trzy razy w tygodniu. Są to treningi bardzo przemyślane, z ogromną ilością ćwiczeń rozciągająco-wzmacniających podczas godzinnych zajęć – zaznaczam, że jestem bardzo wymagającą klientką, ale godzę się na wykonanie każdego zalecanego ćwiczenia, gdyż należę do osób świadomych i swojej dolegliwości, i pozytywnych efektów takich treningów. Na chwilę obecną skutki oczywiście są pozytywne, ale do powrotu 100% sprawności mięśnia jeszcze daleka droga. W każdym razie swobodniej obracam się w nocy z boku na bok, chodzę we właściwej pozycji i często wyciągam się w pracy, siedząc na krześle po to, by rozluźnić mięśnie – i to działa! Co prawda od czasu do czasu mój organizm dostaje lekkiego szoku po ćwiczeniach, ale nigdy do tej się nie zablokował – wtedy robimy trening nastawiony na rozciąganie. …no i efekt jest taki, że wracam na kolejne zajęcia przy mojej dolegliwości można powiedzieć w pełni sprawna. Mogę jeszcze dodać, że mój organizm w jak na razie w 50% zaakceptował oddychanie brzuchem, a nauka tego kobietom jest bardzo potrzebna (fizjologicznie jej nie posiadają w przeciwieństwie do mężczyzn), bo bardzo dotlenia organizm – wtedy się wydajniej myśli.

    Na poznanie tych wszystkich niesamowitych tajników pracy z własnym ciałem i prawidłowego odczytywania jego reakcji zapraszam do Pani Oli Stróżyk-Pułki, na treningi kręgosłupa. Na początek wystarczą chęci i otwartość na działania profesjonalisty, a rozwinięcie świadomości i sukces naszego organizmu przyjdą same, podobnie jak właściwa postawa, chód i bijące od nas wartość i piękno.
    Pani Dorota
    22047258_1665925223457722_2017468593_o

  • Marta Jach

    Trener: Przemysław Tafelski - 15.12.2015r.

    Marta przyszła do nas kilka miesięcy temu. Była wtedy bardzo skromną i wstydliwą osobą, ponieważ miała duży problem z nadwagą. Trafiła do nas z wagą 139 kilogramów i nadzieją, że będzie mogła swobodnie popracować nad swoim ciałem, zmienić swój wygląd i zyskać pewność siebie. Wtedy też została umówiona na pierwsze spotkanie z trenerem.

    Była to niełatwa sprawa, bo przychodząc do klubu dla kobiet, nie spodziewała się pierwszego treningu z mężczyzną. Na szczęście wszyscy trenerzy w naszym klubie są profesjonalistami. Już po pierwszym spotkaniu Marta wraz z siostrą zdecydowały, że będą chodzić na grupowe zajęcia fitness, a także na indywidualne treningi z trenerem Przemkiem. Tak zaczęła się przemiana Marty. Po kilku miesiącach pojawiły się pierwsze efekty.

    Dodatkowo we wrześniu Marta wzięła udział w metamorfozie zorganizowanej przez nasz klub. Rozpoczęła bardziej intensywne ćwiczenia wspomagane masażami antycellulitowymi. Przechodzi prawdziwą przemianę wizualną i emocjonalną. Fizycznie jest lżejsza o 45 kilogramów oraz zyskała pewność siebie, wiarę we własne możliwości i satysfakcję ze swoich wyników. Obecnie waży 95,7 kg, a waga do jakiej dąży to 70 kg.

    Widać, że czuje się ze sobą lepiej, piękniej i inni też ją tak odbierają. Ważne jest to, że treningi sprawiają jej przyjemność. Przychodzi do klubu z uśmiechem, a wychodzi jeszcze bardziej szczęśliwa.

    Jesteśmy z niej bardzo dumni, podziwiamy jej wolę walki i chęci do dalszej pracy !

  • Ewelina Braszka

    Trener: Jarosław Rutkowski - 13.04.2015r.

    Mam na imię Ewelina. Mam 28 lat i w tym momencie ważę 74 kg. Moją przygodę z Manufakturą zaczęłam we wrześniu 2014 roku. Za cel główny założyłam sobie zrzucenie kilku zbędnych kilogramów. Decydując się na pierwszy karnet do klubu ważyłam 89 kg i miałam dosyć swojego odbicia w lustrze. Wiedziałam, że muszę coś zrobić ze sobą.
    Pierwsze zajęcia były trudne – pot, zmęczenie, szybkie bicie serca, ból, a potem… energia, radość, pozytywne uczucie, że dałam radę. Do dziś biorę udział w zajęciach grupowych od 4 do 6 razy w tygodniu. Najbardziej lubię zajęcia spalające tkankę tłuszczową, wzmacniające i modelujące ciało, budujące kondycję i siłę.

    W październiku zaczęłam treningi personalne z Jarosławem Rutkowskim trenerem Manufaktury. Jarek odpowiednio dopasował ćwiczenia do moich potrzeb i ułożył dietę. Musze przyznać, że ten trener potrafi zmotywować do realizacji założonych celów oraz pilnuje, żeby ćwiczenia były prawidłowo wykonywane. Jego treningi są różnorodne i dają widoczne rezultaty. Treningi z Jarkiem nie tylko sprawiły, że tracę kilogramy, ale także dały mi poczucie bezpieczeństwa. Wiem, ze ćwiczę efektywnie, prawidłowo i dodatkowo ciekawie. Przełamuję własne bariery, których kiedyś miałam sporo. Jarek wspiera w działaniu i wierzy we mnie. Cieszy się moimi sukcesami, a takiego wsparcia chyba potrzebowałam.

    Umiejętności nabyte podczas treningów personalnych wykorzystuję podczas zajęć grupowych i to też daje mi pewną satysfakcję. Zauważyłam zmianę w całej swojej osobie. Mój wygląd znacznie się poprawił. Zaczęłam częściej chodzić na zakupy i lubię mierzyć ubrania. Dzięki częstym wizytom w Manufakturze zyskałam także wielu nowych przyjaciół. Spotykam się z pozytywnymi ludźmi, z którymi łączy mnie pasja do ćwiczeń. Ten klub po prostu zaraża miłością do ćwiczeń, a ludzie w nim pracujący potrafią sprawić, że chcesz tam wracać.

    Teraz ważę 74 kg i jestem dopiero w połowie drogi do uzyskania mojej wymarzonej sylwetki.

    Polecam wszystkim kobietom, które chcą w fajnej atmosferze zmienić swoje życie. Profesjonalna kadra i życzliwi ludzie doradzą i pomogą w każdej sprawie.

    Dziś nie wyobrażam sobie jak mogłam funkcjonować kiedyś nie ćwicząc.
    Ewelina Braszka

  • Wiktor Leśnik

    Trener: Magdalena Nowicka - 16.11.2014r.

    W lutym bieżącego roku podczas jazdy na nartach uległem wypadkowi. Diagnoza postawiona przez lekarzy nie brzmiała dobrze: zwichnięcie, skręcenie i naderwanie wiązadeł kolana. Zostałem unieruchomiony na okres 6 tygodni. Po tym czasie lekarz prowadzący zalecił rozpoczęcie rehabilitacji. Trudu przywrócenia mnie do formy podjęła się Pani Magda Nowicka.

    Zajęcia nasze rozpoczęły się od codziennych półgodzinnych ćwiczeń rozruchowych. Celem było przywrócenie ruchomości w stawie kolanowym. Następnie zaczęliśmy obciążanie nogi poprzez ćwiczenia wzmacniające.

    Dzięki tym ćwiczeniom w ciągu sześciu tygodni, nie tylko został uruchomiony staw kolanowy, ale także zostały wzmocnione mięśnie nogi. Umożliwiło mi to powrót do pracy.

    Podczas zajęć Pani Magda była osobą otwartą, bardzo serdeczną ale jednocześnie wymagającą. To dzięki jej całkowitemu zaangażowaniu podejmowałem codzienne wysiłki walki z własnymi niedoskonałościami. Bardzo kompetentnie prowadziła mnie poprzez całą rehabilitację opracowując programy ćwiczeń tak, aby były możliwe do wykonania, ale jednocześnie wymagały ode mnie wysiłku. W czasie tygodni ćwiczeń była ciepła, otwarta na moje potrzeby. Plan zajęć, czas ich trwania zawsze dostosowywała do moich możliwości. Zawsze była przygotowana, życzliwa, opanowana i bardzo kompetentna. Jestem przekonany że tylko dzięki Jej profesjonalizmowi, kompetencji, zaangażowaniu bardzo szybko wróciłem do zdrowia i zabieg artroskopii kolana okazał się niepotrzebny.

    Z pełnym przekonaniem mogę polecić Panią Magdę jako rewelacyjnego rehabilitanta – fizjoterapeutę
    Wiktor Leśnik

  • Anna Piwowarczyk

    Trener: Małgorzata Kobus-Kwiatkowska - 19.01.2015r.

    Do Gosi trafiłam z diagnozą kręgozmyku L5/S1 i wynikiem TK na podstawie którego od lekarzy w kolejnych gabinetach słyszałam, że nie mam wyjścia i w przyszłości nie uniknę operacji kręgosłupa. A ja wiem że powrót do zdrowia zawdzięczam właśnie najlepszej fizjoterapeutce, która dała mi nadzieję na to, że można obudzić się bez bólu i wstać z łóżka bez problemu. Bezbłędnie postawiła diagnozę, zaplanowała leczenie, spokojnie i cierpliwie tłumaczyła mi każdy ruch i ćwiczenie oraz zawsze gotowa była mi pomóc i ulżyć w bólu.

    Gosia jest fachowcem, każde ćwiczenie uzasadnia i dzięki niej zaczęłam rozumieć swoje ciało. Ma znakomite poczucie humoru, które powoduje, że nawet najtrudniejsze wysiłki przychodzą w pogodnej atmosferze. Ma czujne oko i nic jej nie umknie.

    Dodatkowo udzieliła mi wskazówek co do sposobów wykonywania różnych czynności, tak by uniknąć nadmiernego obciążenia kręgosłupa. Zaleciła ćwiczenia w domu które nie są skomplikowane ani czasochłonne, a pozwalają odczuć ulgę w przeszkadzających wcześniej dolegliwościach kręgosłupa.

    Perfekcyjna, precyzyjna, opanowana – to prawdziwy pasjonat i tytan pracy. Każdy, kto choć raz do niej trafił, wie, że to profesjonalistka w każdym calu. Jej ogromna wiedza, połączona z doświadczeniem, zapałem i bezgranicznym zaangażowaniem w każdego pacjenta sprawia, że dzieją się cuda, wraca nadzieja i zdrowie a wyniki są zdumiewające!

    Szczerze polecam wspaniałą fizjoterapeutkę!
    Anna Piwowarczyk

    Ania2 Ania3 Ania4

  • Katarzyna Rzeczkowska

    Trener: Patrycja Rezler - 29.01.2015r.

    W listopadzie 2012 roku miałam 31 lat, 2 dzieci, 25 kilo nadwagi i zero chęci do życia.

    Kiedy usłyszałam o Manufakturze, pomyślałam że to moja ostatnia szansa żeby coś zmienić. Pierwsze zajęcia to był ból i pot, ale też mnóstwo endorfin i satysfakcja, że w końcu zrobiłam coś dla siebie. Przez pierwszy rok brałam udział w zajęciach grupowych – Sztangi, TBC, ABT, treningi obwodowe, zajęcia na dworze. Prowadzące – Monika Garboś i Patrycja Rezler były i są motywujące, wymagające i inspirujące. Nie tylko one.

    Od wszystkich osób współprowadzących klub, dostawałam mnóstwo wsparcia i dowodów na to, że warto cały czas iść tą ścieżką mimo, iż jest ona często pod górkę i brakuje sił. W ciągu roku zrzuciłam 25 kilo. Odbywało się to stopniowo i przede wszystkim dzięki udziałowi w zajęciach. Oczywiście zmiana nawyków żywieniowych miała na to wpływ, ale szczerze mówiąc nie widziałam już sensu w podjadaniu skoro muszę się tak napracować na treningach żeby to spalić.

    We wrześniu 2013 roku zdecydowałam się na treningi personalne u trenerki Patrycji Rezler. Każde zajęcia były przemyślane i nigdy nie było monotonnie albo łatwo. Profesjonalna, otwarta i energetyczna osoba jaką jest Pani Patrycja dała mi nowe chęci do pracy nad sobą i nie pozwoliła mi osiąść na laurach. Po serii treningów przygotowała dzienniczek z zestawem ćwiczeń jakie mogę wykonywać samodzielnie i dowolnie je układać.

    Dodatkowo, zapewniła mi wsparcie dotyczące zdrowego odżywiania i odpowiadała wyczerpująco na moje pytania. Dzięki jej opiece udało mi się przez rok utrzymać swoja optymalną wagę i stać się bardziej sprawną i silną.

    Dużą wartością jest atmosfera jaka jest w Manufakturze – to nie tylko fitness klub. To miejsce gdzie spotykasz przyjaciół, ludzi, którym zależy na Twoim zdrowiu i którzy kibicują Ci w każdej chwili.

    Dzisiaj, w styczniu 2015 roku mam 34 lata, 2 dzieci, mocne i zdrowe ciało, 0 kilo nadwagi, nowych przyjaciół i miejsce gdzie, chcę być codziennie i padać ze zmęczenia – z uśmiechem na ustach.

  • Małgorzata Jędraś

    Trener: Monika Garboś - 29.01.2015r.

    Ciężarówka uprawiająca sport to dla niektórych kontrowersyjny temat… Jednak, gdy zaszłam w ciążę nie wyobrażałam sobie tak długiej przerwy od ruchu. Jestem aktywna odkąd pamiętam i postanowiłam już dawno, że ciąża nie będzie ku temu przeszkodą. Trafiłam do Manufaktury Fitnessu i mile byłam zaskoczona. Zajęcia pn. „Aktywne 9 miesięcy” pomogły mi utrzymać dobrą kondycję fizyczną i oczywiście utrzymać mnie w fantastycznym nastroju dzięki kochanym endorfinkom zdj2 zdj3

Facebook